BIOGRAFIA? Ponieważ dość ciężko jest pisać własną biografię (jak nie wierzysz, to sam sobie napisz o sobie i zobaczymy czy Ci tak łatwo pójdzie) postanowiłem, że tę - tak zwaną oficjalną i poważną - oddam w profesjonalne ręce (jest w dziale „pressroom”, ikonka „pressbook”), a tutaj napiszę kilka słów na temat – „Kim jest facet, na którego książki być może wydałeś już dobrych kilka złotych i jeszcze nie wiesz czy będziesz żałować”. Życie rozpocząłem w Warszawie, ale nigdy nie lubiłem tego miasta. Wydawało mi się bezimienne, ciężkie, bezpłciowe, nijakie i w dodatku bezpodstawnie zadufane w sobie. Kraków też jest zadufany w sobie, ale... jak pewnie się zgodzimy podstawy do tego ma. Kiedy jesteś właśnie w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Białymstoku czy Gdańsku, prędzej czy później odczujesz, że ich rytm mówi do Ciebie w tak konkretny sposób, że natura, istota, charakter tych miast odciska się w pamięci uważnego obserwatora tak, że pozostaje tam na zawsze. Każde z nich ma tajemnice, o których nie chce jakoś wiedzieć przeciętny polski turysta, woląc wypad na wygrzewalnię w Egipcie. A będąc na przykład kilka miesięcy temu w Koszalinie natrafiłem na światową(!!!) prapremierę teatralną sztuki Marqueza. W Supraślu - niewielkiej wsi pod Białymstokiem – znalazłem jeden z najlepszych i najbardziej nowatorskich teatrów w Polsce, uznany za granicą, niejednokrotnie śmiało porównywany do poziomu Grotowskiego czy Kantora. W Krakowie i we Wrocławiu niemal każdy kamień jest zabytkiem, a dla gdańskiej starówki w tej części Europy niewiele miast może stanowić konkurencję. A ja... urodziłem się w mieście, które nie jest w stanie zaproponować Ci żadnej tajemnicy, niespodzianki, czy chociażby charakteru. Dzisiejsza stolica to tupot nóg spieszących za karierą, zdyszanych ludzi, chmury spalin i kilka parków, w których wieczorem można dostać w zęby. Tak więc... Kiedy już stwierdziłem, że mogę utrzymać się z pisania książek – wyniosłem się do chyba najmniejszej wsi na świecie i jest super. W szkole, szczególnie średniej... średnio mi szło. Wiecznie żarłem się z nauczycielem... od polskiego, kompletnie nie kapowałem chemii, matematyka (czy raczej to, co nazywają matematyką w szkole) doprowadzała mnie do torsji i dobrze bawiłem się wyłącznie na lekcji wf-u. Odstawiałem w tych czasach dość spektakularnie tak zwany „bunt dorastającego nastolatka” wyrzucając większość zeszytów szkolnych (błagam! Wy nie popełniajcie podobnego błędu!) i nie wiem jakim cudem dobrnąłem do matury, którą zdałem z mocną czkawką. Studia to z kolei okres, z którym ciężko się było rozstać. Wspominam go jako jeden z najmilszych i ... jak by to powiedzieć... najbardziej wzmacniających duchowo i intelektualnie okresów w życiu. Tu zakończyłem bunt przeciwko kostyczności i głupocie belfrów (z braku takowych na studiach), a zacząłem - przeciwko systemowi, który jeszcze bardziej mnie wkurzał niż oni. Pobiegałem trochę w podziemnym NZS-ie, nie mając z resztą najmniejszego wpływu na zmianę ustroju, za to przywitałem tę zmianę z wielkim entuzjazmem i nadziejami – na trzecim chyba roku. Jeszcze na studiach zacząłem pracować w radiu Solidarność. Była tam wtedy świetna atmosfera, a ludzie tworzący wówczas redakcję tacy jak Dorota Wellman, Marta Grzywacz, Tomasz Tywonek, Antoni Styrczula, Agnieszka Siemiak, Grzegorz Kalinowski, Tomasz Skory, Michał Engelhard i ... współpracujący z nami wtedy, posiadający własną audycję Jurek Owsiak współgrali ze sobą znakomicie, choć oczywiście do czasu, bo... z czasem skład się zaczął trochę zmieniać i atmosfera siadła, a ja przeniosłem się do TVP. Telewizja Polska to taka czarodziejska instytucja, która w tamtych czasach proponowała w swoim unikalnym menu, pełny zestaw rozkoszy i cierpień tak wymyślnie zaserwowanych, że nie sposób ich zapomnieć do końca życia. Najpierw – euforia, później duma, później poczucie rosnącej wartości, później małe rozczarowanko, następnie porządne rozczarowanie, aż wreszcie na koniec zeszmacenie się, upodlenie i rozkład. Z ostatnich trzech punktów postanowiłem zrezygnować i tak w okolicach 2000 roku stałem się wolnym człowiekiem. Popracowałem jeszcze w kilku niezobowiązujących miejscach i... zacząłem pisać. Ale o tym jest właśnie cała ta witryna. Tyle tylko, że trzeba nacisnąć następną ikonkę....